Blog Biskupa
Lato wszędzie…
Kilka słów o aktualnościach, ważnych, choć wakacyjnych.
Przede wszystkim, mamy nowego Prezydenta RP. Został nim Pan Bronisław Komorowski. Wierzymy, że sam Bóg Wszechmogący wybrał go głosami Polaków na Prezydenta naszego kraju. Niech więc Pan Jezus obficie go błogosławi, niech błogosławi także nasz kraj. Pozostaje nam teraz modlić się o niego codziennie i błogosławić.
Druga wiadomość jest smutna. Odszedł do wieczności długoletni pastor zboru w Ustce, prezbiter Ireneusz Adamiec. Pogrzeb odbył się dnia 3 lipca 2010 w Słupsku. Zachowamy w dobrej pamięci naszego brata, Bogu zaś przynosimy dziękczynienie za jego życie i służbę.
W poprzednim wpisie dałem znać o zlocie młodzieży Decydujący Moment. Dużo dobrego się tam wydarzyło. Chwała Bogu. Na młodzież czeka jeszcze dużo dobrych wydarzeń tego lata: START dla gimnazjalistów, szkolenie dla liderów, obozy i inne atrakcje. Módlmy się o tę służbę i zachęcajmy młodych do udziału
Teraz jestem na Kongresie w Dziwnówku. Oczekujemy i doświadczamy fantastycznej obecności Ducha Świętego. Niebo jest tak blisko nas – Bóg działa. Niedługo kolejny turnus w Szczyrku. Ufam, że będzie bardzo błogosławiony.
Życzę wszystkim wspaniałych wakacji, a tym, którzy pracują… cóż, przyjdzie kolej i na was.
06.07.2010
Zlot Młodzieży w Iławie
Jestem razem z naszą młodzieżą na zlocie w Iławie. Obawiam się, że nie potrafię umiejętnie opisać czegoś, czym jestem zachwycony. Mamy tu wszystko, o czym mogą marzyć młodzi ludzie: wyborne towarzystwo, dużo dobrej muzyki i uwielbienia, świetne wykłady/kazania, ewangelizacja na ulicach miasta, piękna pogoda, jezioro. Ale najważniejsza jest Boża obecność, która manifestuje się na każdej społeczności. Pan jest tak bardzo, bardzo blisko.
Nasza młodzież jest darem dla Kościoła. Bardzo za nią Bogu dziękujemy. Kiedy patrzę na ich szczerość, wielką chęć służby i poświęcenia się Królestwu Bożemu, to marzę o tym, by nas, takich jak oni, było jak najwięcej. Dużo jeszcze zrobimy dla Pana Jezusa i Jego Królestwa …
01.07.2010
Widziałem powódź w Wilkowie.
Widziałem powódź w Wilkowie. To, co zobaczyłem jest trudne do opisania. Wywołuje poczucie niemocy, łzy i krzyk: „Boże ratuj”. Gmina składa się z 25 wsi, 23 zostały zalane.
Zbieramy pieniądze na powodzian. Także organizacja „Nehemia” z Niemiec (przewodniczy jej nasz brat, Paweł Sturz) w uzgodnieniu z nami postanowiła udzielić powodzianom bardzo znaczącej pomocy. Pojechaliśmy razem do Wilkowa. Towarzyszyli nam Prezbiter Okręgowy Władysław Wigłasz oraz pastor zboru „Oaza” w Lublinie – Marek Wółkiewicz. Najpierw odbyło się spotkanie z członkami sztabu kryzysowego, potem pojechaliśmy obejrzeć zalane tereny. Woda była wszędzie. Powódź ciągnęła się kilometrami. Widziałem zalane domy i szkoły. Najgorszy był widok utopionych zwierząt, czemu towarzyszył potworny odór. Dorobek życia tych ludzi poszedł razem z wodą. Siła wpływającej wody była tak wielka, że z domów wyrzucała lodówki, telewizory i inne ciężkie sprzęty. Siedząc z moimi braćmi na łódce strażackiej nie potrafiłem wiele rozmawiać. W głębi ducha, wstrząśnięty i przerażony, modliłem się, żeby nasz Kościół potrafił zdać egzamin ze służby miłosierdzia.
Powodzianie otrzymali od chrześcijan żywność, lekarstwa, środki higieniczne oraz artykuły pierwszej potrzeby. Na tym jednak zadanie zakończyć się nie może. Widząc to pomyślałem, że może Boży lud mógłby pomóc im sprzątać, gdy odpłynie woda. Ktoś musi chwycić za łopatę i pomóc oczyścić domy (jeśli przetrwają!), szkoły oraz przychodnie lekarskie z tysięcy ton szlamu i nieczystości. Wiem, że ci ludzie nie dadzą sobie rady sami. Dlaczego my nie mielibyśmy im pomóc. Przed nami wakacje, więc może poświęcić im choćby tydzień urlopu? Niedługo zaproszę was do pomocy w bardziej konkretnej formie. Wpierw muszę to przemyśleć.
11.06.2010
Konferencja dla kobiet w Warszawie, Szczyrk i inne sprawy
Życie pisze scenariusze nieprzewidywalne, dlatego muszę napisać Wam o sprawach bieżących.
Po pierwsze, gorąco polecam wszystkim siostrom konferencję w Warszawie. Odbędzie się ona w dniach 4-5 czerwca 2010 i jest organizowana przez siostrę Joannę Kmiecik, dyrektor Krajowej Służby Kobiet Kościoła Zielonoświatkowego. Ze swej strony pragnę gorąco wesprzeć tę cenną inicjatywę i zachęcić do udziału. Jeszcze jest czas, by podjąć decyzję i udać się do Warszawy. Ta konferencja jest bardzo wartościową inicjatywą.
Po drugie, chcę poinformować, że są jeszcze miejsca na Kongresie KZ w Szczyrku. Odbędzie się to w dniach 19-25 lipca 2010. Kongres będzie fantastycznym miejscem do spędzenia wolnego czasu i szukania Boga jednocześnie. Spotkajmy się na Kongresie w Szczyrku. Ja też tam będę i liczę na waszą obecność.
Po trzecie, wydarzenia związane z powodzią nakazują nam czynne włączenie się w pomoc osobom poszkodowanym. Bardzo zachęcam do ofiarności. Poprosiłem pastorów o zebranie w zborach ofiar (w Zielone Świątki lub tydzień później) oraz o odczytanie mojego listu do zborów. Dzisiaj jeszcze raz serdecznie proszę o Waszą hojność. Potrzeby są ogromne i nie możemy odwrócić się od potrzebujących. W przypowieści o miłosiernym samarytaninie czytamy, że kapłan i lewita przeszli obojętnie obok człowieka w potrzebie. My tacy nie jesteśmy – chcemy pomagać ludziom potrzebującym naszej pomocy. Ofiary można kierować na:
Kościół Zielonoświątkowy Naczelna Rada Kościoła
ul. Sienna 68/70, 00-825 Warszawa
90 1050 1025 1000 0022 7360 1936
(z dopiskiem: „Powódź”)
26.05.2010
Stać się pokoleniem Jozuego.
W jaki sposób możemy stać się pokoleniem Jozuego? Mam na myśli pokolenie, które ze względu na jakość postaw jest w stanie osiągnąć swoją ziemię obiecaną.
Odpowiedź jest nadzwyczaj prosta. Trzeba umrzeć! Pokolenie, które Mojżesz wyprowadził z Egiptu, które z powodu swojej postawy nie mogło wejść do ziemi Bożych obietnic, musiało zginąć na pustyni. Dla nich Bóg nie miał żadnych planów oprócz śmierci – powolnej, bez odrobiny chwały i zwycięstwa.
Stajemy się odpowiednimi ludźmi poprzez śmierć! Musi umrzeć w nas nasza miłość do Egiptu, musi umrzeć kłótliwość, spory o władzę, spory o podobanie się Bogu, musi umrzeć bunt (który, niestety, jest wśród nas raczej powodem do chluby niż wstydu!), niewiara, małostkowość, rywalizacja, muszą umrzeć pożądliwości i niechęć do ponoszenia ofiary. Mógłbym wyliczać dziesiątki, nie ma jednak potrzeby…
Paradoksalnie, największym wrogiem mojego dziedzictwa w Chrystusie mogę być ja sam. Przyszła pora, żeby zaprzeć się siebie samego, wziąć swój krzyż (umieranie!) i pójść za Chrystusem, dokądkolwiek prowadzi. Tak, tak, dotyczy to nas, dumnych ze swojej duchowej drogi, osiągnięć i cudów. Nas, wybranych i obdarzonych obietnicami. Zaprzeć się samego siebie – co za cud.
18.05.2010
Pokolenie Jozuego
Kiedy Bóg swoje obietnice przekazywał wybranym przez Niego ludziom, zawsze miał prostą drogę do ich realizacji. Na przeszkodzie mogła mu stanąć wyłącznie jedna przeszkoda – stan serca człowieka.
Przepadam za historiami Starego Testamentu. Są bardzo pouczające. Jedną z ulubionych historii są dzieje Izraela od wyjścia z Egiptu aż do końca okresu sędziów. Obietnicę wejścia do Ziemi Obiecanej otrzymało pokolenie Mojżesza. Oni wyszli z Egiptu, oni też mieli osiągnąć swój cel w ziemi Kanaan. Dlaczego nie osiągnęli obietnic? Odpowiedź jest stosunkowo prosta. Byli pozbawieni wiary w Boże Słowo, ciągle narzekali, walczyli między sobą, toczyli spory i byli niezdolni do jakiekolwiek uległości. Każdy robił co chciał. Ich serca doprowadziły ich do zguby, choć byli adresatami obietnic Bożych.
Po nich przyszło pokolenie, które Jozue wprowadził do Ziemi Obiecanej. Dlaczego oni byli w stanie zdobyć przeznaczone im przez Boga dziedzictwo? Byli zdyscyplinowani, działali w jedności, odrzucili samowolę. Najlepszym obrazem stanu ich serc jest sytuacja, gdy Jozue każe im milczeć podczas zdobywania Jerycha. Milczą, z ich ust nie wydobywa się ani jedno słowo. Przerażająca armia, która w milczeniu wykonuje Bożą wolę. Czy możecie sobie wyobrazić milczenie pokolenia Mojżesza. Nie, nawet Mojżesz nie mógł zamknąć im ust. Pokolenie Jozuego zdołało zdobyć wszystko, choć nic nie przyszło im łatwo. Ziemię obiecaną zdobywa się wyłącznie wtedy, gdy pozwala na to stan serca Bożego ludu.
Potem przyszło pokolenie sędziów. Jakie było? Najlepiej oddaje to fragment, który powiada, że „każdy robił, co mu się podobało” (Sędziów 21,25). Skutkiem tego było ciągłe nękanie przez nieprzyjaciół, zabieranie im plonów, zabijanie dzieci, niszczenie miast, ziemi. To, co zdobyło dla nich pokolenie Jozuego, stracili przez swoje nieokiełznane serca.
To nie czasy, okoliczności, czy zabiegi zdecydowały o osiągnięciu obietnic. Stan serc tych ludzi dał im wyłącznie to, co siali. Jakim jesteśmy pokoleniem? Jeśli jesteśmy podobni do pokolenia Jozuego, zdobędziemy wszystko. Żadne okoliczności nam nie przeszkodzą. Jeśli nie okażemy się ludźmi pokroju pokolenia Jozuego – zmarnujemy każdą najlepszą obietnicę.
Czasem, w moich marzeniach, zdaje mi się, że stoję razem z moimi braćmi i siostrami przed naszym duchowym Jordanem. Jest już tak blisko do naszej ziemi obiecanej. Bóg jest z nami, okoliczności też się układają. Tylko jedno powoduje, że w głębi serca pojawia się strach, dreszcz przerażenia, nawet bezsenność: czy w głębi naszych serc jesteśmy już pokoleniem Jozuego?
11.05.2010
Błąd w sztuce
Zaintrygowała mnie ostatnio przypowieść Pana Jezusa o czworakiej roli (Łukasza 8, Mateusza 13, Marka 4). Napisano o tej przypowieści wiele rozważań, powiedziano bardzo wiele kazań. Jest w niej jednak coś wiecznie świeżego. Ta przypowieść traktuje bowiem o stanie serca człowieka, zazwyczaj ukrytym. Najpierw pewna myśl optymistyczna. Połączenie właściwego stanu serca człowieka z Bożym ziarnem (Słowem Bożym) bez wątpienia przyniesie plon. Jedyna wątpliwość może dotyczyć wielkości plonu, ale przenigdy jego pojawienia się. Pesymistyczna myśl wskazuje, że to nie strategie, zabiegi lub wysiłek decydują o obfitości.
Czyż nie jest ciekawe to, że w naszym współczesnym zwiastowaniu skupiamy się bardziej na metodach lub strategiach, zewnętrznej pobożności lub wiedzy, niż na stanie serca człowieka? W końcu, to stan serca człowieka decyduje o tym, jaki będzie owoc. Szczególnie gdy mamy przed sobą szczytne duchowe cele, gdy zabiegamy o zbawienie ginących, nasze przedsięwzięcia winny rozpocząć się od ukorzenia swego serca przed Bogiem. Dlaczego swego? Bo tylko na nie mamy wpływ, a nie na innych. O ileż łatwiej byłoby Bogu pracować z nami, gdybyśmy zamiast tysięcy cudownych pomysłów na przebudzenie i rozwój w służbie zajęli się wpierw tym, co musi przynieść dobry owoc. Jak Biblia długa i szeroka, tam gdzie serce człowieka poddawało się Bogu, tam działy się cuda, odnoszono wielkie zwycięstwa i Bóg był uwielbiony. I odwrotnie, tam gdzie serca ludzi wybierały raczej swoje własne drogi, tam spadały klęski, hańba i bieda.
Zatytułowałem ten wpis „Błąd w sztuce”. Sformułowanie to dotyczy sytuacji zawodowych, gdy dany profesjonalista nie postępuje według odpowiednich procedur, co z kolei prowadzi do problemów. Tak, dotyczy to także służby dla Pana. Błędem w sztuce jest zaniedbanie pracy i wysiłku nad stanem swego serca, bo przyniesie to marne rezultaty. Klucz do dzieł Bożych jest … w twoim sercu. Tam go szukaj, bo tylko tam go znajdziesz.
03.05.2010
Co zrobimy po żałobie?
Odbyliśmy żałobę. Ileż emocji przelało się przez nasze dusze. Może modlitw o Polskę… mam nadzieję. Wiem, że nasza żałoba przebiegła w sposób godny i dostojny. Musimy teraz powrócić do normalnego życia, do pracy, do obowiązków, do troski o sprawy Królestwa Bożego i sprawowania naszego powołania.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nadchodzące dni i tygodnie to czas duchowo najtrudniejszy. Dlaczego? Boję się, że zbyt łatwo odsuniemy od siebie ważne i głębokie myśli o Polsce. W zapomnienie może pójdą zobowiązania do szczerej modlitwy o nasz kraj. Zajmiemy się sobą, swoimi sprawami, codzienną troską.
Kiedy jednak dzieją się w jakimś kraju takie rzeczy jak ostatnio u nas, to znaczy, że Bóg ma dla tego właśnie narodu bardzo ważne przesłanie. Nie ma ono charakteru manifestu politycznego bądź społecznego. Nie ma również charakteru prawdy historycznej. Jaki więc? Duchowy – nie doczesny, ale odwieczny! Kościół stoi przed zadaniem usłyszenia i zrozumienia Bożego głosu, który jest przeznaczony dla naszego narodu. Słuchajmy z uwagą. Słuchajmy z modlitwą. Słuchajmy, korząc się przed Wszechmocnym Panem. Niech Bóg przemawia, bo jego słudzy słuchają. Niech mówi o Polsce, o Jego spojrzeniu na nasz kraj, o Jego nadziejach i planach. Jeśli ma dla nas ostrzeżenie lub napomnienie – chętnie przyjmiemy.
A potem… zrobimy, co On nam rozkazuje.
Najbliższy czas modlitwy w naszym Kościele poświęćmy na wstawiennictwo za nasz kraj, Polskę i na słuchanie Bożego głosu.
bp Marek Kamiński
19.04.2010
ŻAŁOBA W POLSCE
Jesteśmy napełnieni bólem. Nasza ziemska ojczyzna, Polska, zaznała wielkiego dramatu. W przerażającej katastrofie na lotnisku w Smoleńsku utraciliśmy Naszego Prezydenta, Pana Lecha Kaczyńskiego i Jego Małżonkę Marię. Zginęli także inni – politycy, generalicja, duchowni, zaproszeni goście, urzędnicy i obsługa samolotu.
Chylimy czoła wobec pamięci o naszych Przywódcach. Zginęli służąc Ojczyźnie. Brakuje słów, by wyrazić pustkę i wstrząs. W szczególny sposób łączymy się w bólu z rodzinami, które utraciły swoich bliskich.
Kiedy chwieją się posady naszej ziemskiej egzystencji, Nasz Bóg pozostaje skałą niewzruszoną. W tym trudnym momencie szukajmy Bożego oblicza, by wstawiać się za Polską, naszą Ojczyzną. Każdy Zbór, rodzina, czy osoba, niech zegną kolana przed Jezusem Chrystusem, Królem, by w Nim szukać oparcia, nadziei i pociechy dla całego narodu polskiego. Niech smutek, łzy i ból On zamieni w pokój i nadzieję. „Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy (niech) pociesza nas …” (2 Kor. 1,3-4)
bp Marek Kamiński
10.04.2010
Aktualności
Jestem, jestem. Sam fakt, że nie pisałem ostatnio nie wynika z tego, że zniknąłem, lecz z tego, że większość czasu spędzałem przy komputerze i pisaniu. Już nie miałem siły na bloga…
Pojawiło się w międzyczasie kilka spraw:
- Statystyki. Po podliczeniach jesteśmy w stanie podać liczby dotyczące naszego Kościoła na koniec 2009 roku. Przede wszystkim powiem, że w tych trudnych czasach ciągle jeszcze się rozwijamy. Stan członków naszego Kościoła wynosi 13.104 osoby w 217 zborach, ochrzciliśmy 504 osoby. Ilość wiernych szacujemy – bo trudno tu mówić o bardzo precyzyjnych danych – na ponad 23 tysiące. Jest więc za co Bogu dziękować. Patrząc na powyższe statystyki nasuwa się jeszcze jeden wniosek: żniwo jest ogromne, proście więc Pana żniwa, by posłał robotników na żniwo. Rękawy możemy zakasać sami…
- Ogromne poruszenie na świecie sprawiła nasza wpłata na pomoc dla Haiti. Otrzymałem z WAGRA podziękowanie za kwotę 39.761,45 dolarów USA. Z listu wynika, że jeszcze tylko dwa kraje wpłaciły do fundacji Zborów Bożych jakieś pieniądze na Haiti. Dlaczego piszę, że nasza ofiara sprawiła poruszenie? Bo ciągle dostaję maile i inne informacje z gratulacjami. Chwała Bogu. JESTEM Z WAS DUMNY!
- Na najbliższych posiedzeniach duchownych okręgów zostanie przedstawiona sprawa wizji rozwoju Kościoła. Zależy mi na jak najszerszej na ten temat dyskusji. Zapytajcie waszych pastorów, niech wam choć trochę opowiedzą i … dyskutujcie. Nawet, gdyby pojawiła się tylko krytyka – dyskutujcie. Moim pragnieniem jest pobudzenie Kościoła do czynu, do zmian, do żniwa. Wiem, że zmiany, praca i wysiłek nie są zaproszeniem do … urlopu. Będzie Wam trudno i niewygodnie, a ja z premedytacją o tym marzę. Tak dużo Bóg dla nas już uczynił, ale czy zdobyliśmy naszą Ziemię Obiecaną?
Niedługo się wam przypomnę …
24.03.2010

